Taniec z posłami
Tak brzmią trzy żelazne zasady kształtowania wizerunku. Jednak konia z rzędem temu, kto zdoła wskazać więcej niż kilku polityków w Polsce, konsekwentnie przestrzegających przedstawionej wyżej triady. Większość nie umie przekroczyć nawet pierwszego kręgu tej konstrukcji, czyli nie potrafi dać się zauważyć – to dlatego na 560 parlamentarzystów znamy z nazwiska zaledwie kilkudziesięciu. Ale także w tej grupie, która rozpoznawalność zdołała zdobyć, zaledwie wąskiej elicie udało się wejść na krąg wyższy. Do zdecydowanej większości jak ulał pasuje określenie ukute przez znanego historyka, socjologa i teoretyka mediów Daniela Boorstina, który w 1961 roku mówił o osobach „znanych z tego, że są znane”. Problem tylko w tym, że w ten sposób definiował on celebrytów, a nie polityków. „Ale dziś żyjemy w czasach mediokracji. Kiedyś politycy, walcząc o głosy, ściskali dłonie na wiecach. Teraz kontaktują się z wyborcami za pomocą mediów. A że każdy chce zaistnieć, to jesteśmy świadkami swoistej licytacji na brutalne zagrania, które mają pomóc przyciągnąć uwagę elektoratu” – mówi „Existence” Wiesław Gałązka, specjalista od marketingu politycznego.
Pełna wersja tekstu we wrześniowym numerze Existence




