Roma Gąsiorowska
Nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie rozhulaną samotnicą. Teraz ma księcia z bajki, dziecko w drodze, spokój. „to jest dopiero wolność" – mówi Roma Gąsiorowska. W naszej sesji aktorka wcieliła się w postaci kobiet, które poświęciły całe życie miłości do swoich przekonań miłości.
Masz 30 lat. Dużo już o sobie wiesz? Chyba tak. W moim zawodzie trzeba przekroczyć wiele granic, mało tego – zadać sobie pytanie, co to w ogóle znaczy granica, gdzie jestem ja, a gdzie mnie nie ma, co mnie boli tak, że dalej już nie mogę. Na początku byłam bardzo bezbronna, w szkole nazywano mnie istotą bez skóry, wszystko miałam na wierzchu. Dostawałam zadanie i zapadałam się w nim bez żadnej ochrony, bez świadomości konsekwencji i wtedy zdarzało się, że postać, nad którą pracowałam, wchodziła we mnie tak głęboko, że nagle orientowałam się, iż robię coś, czego nigdy bym sama nie zrobiła. Przejmowałam życia moich postaci. Pojawiły się lęk i pytanie: „A gdzie jestem ja?”. Przestraszyłam się tego tak bardzo, że zastanawiałam się, czy się nadaję do tego zawodu. Miałam takie myśli jeszcze w szkole, chciałam się wycofać, ale wtedy usłyszałam, że to talent i szkoda byłoby go zmarnować. Postanowiłam go kontrolować. Poznałam swoje mechanizmy obronne na tyle, że postaci już we mnie nie wchodzą wtedy, kiedy tego nie chcę, a przynajmniej już teraz czuję, kiedy to się dzieje. Wiem, kim jestem. Uwolniłam się od konsekwencji bycia aktorką.






