Niespotykanie poważna aktorka
„Nikt nie wie, jak się to wymawia” – przyznaje sama zainteresowana. To w sumie dziwne, bo, jak napisał jeden z brytyjskich serwisów internetowych, Saoirse Ronan „jako piętnastolatka miała na koncie więcej osiągnięć niż inni przez całe życie”. To prawda – w tym wieku miała już na koncie kilka entuzjastycznie przyjętych ról i nominację do Oscara. Dziś Saoirse ma 17 lat. W maju oglądaliśmy ją w „Niepokonanych” Petera Weira, w czerwcu na ekrany wchodzi „Hanna”, gdzie młodziutka aktorka wciela się w tytułową postać. Być może po tym filmie, który w USA trafił na trzecie miejsce box office, wszyscy będą już wiedzieć, że Saoirse wymawia się „Seersza”, a po irlandzku znaczy to „wolność”.
Aktorskie g***o
Udział w „Hannie” upodabnia Ronan do dwóch topowych dziś aktorek: Natalie Portman i Angeliny Jolie. Film opowiada historię nastoletniej morderczyni wyszkolonej przez ojca, przez co budzi naturalne skojarzenia z „Leonem zawodowcem”, od którego zaczęła się kariera Portman. „Hanna” jest jednak filmem mniej realistycznym, przez zachodnie media określanym wręcz jako „bajka”, który silnie nawiązuje do obrazów takich jak „Lara Croft”, „Ścigani” czy „Salt”, w których Jolie grała „ostrą laskę” o niemalże nadludzkiej mocy, bez problemu skaczącą z wiaduktu na dach rozpędzonej ciężarówki, tudzież zabijającą uzbrojonych przeciwników płci męskiej gołymi rękami. Saoirse jako Hanna łączy w sobie dziecięcą kruchość oraz siłę, spryt i umiejętności agentki Evelyn Salt. Musiała wykazać się wrażliwością, a zarazem sprawnością fizyczną. Przed filmem trenowała codziennie przez dwa miesiące po kilka godzin, dzięki czemu teraz jest jedną z nielicznych nastolatek, które umieją strzelać z broni palnej, walczyć na noże i na pięści. To kolejna pełna wyzwań (tym razem przede wszystkim czysto fizycznych) rola w dorobku Ronan. Innych nie przyjmuje, bo wierzy, że widzowie chcą oglądać silne i nietuzinkowe kobiece postaci – takie jak Juno z oscarowego filmu pod tym samym tytułem. Jak mówi, role słodkich nastolatek zostawia Miley Cyrus.
Ale po kolei. „Najwspanialsze aktorskie dziecko, jakie wydała Irlandia” (tak zachodnie media piszą o Saoirse), przyszło na świat w Nowym Jorku w 1994 roku. Historia jej rodziców przypomina XIX-wieczne losy wielu Irlandczyków, którzy masowo emigrowali do USA za chlebem. „Czasy były ciężkie” – skonstatowała poważnie już kilka lat temu Saoirse. Jej mama, Monica, pracowała jako opiekunka, ojciec, Paul, był barmanem. Któregoś razu obsługiwał niejakiego Chrisa O’Neilla, irlandzkiego aktora w podeszłym wieku, który zachęcił go do wzięcia udziału w kilku przesłuchaniach do ról teatralnych. Paul Ronan okazał się całkiem skuteczny w nowej pracy i przestało mu wystarczać czasu na stanie za barem. Poirytowany właściciel lokalu postawił go przed wyborem: „Chcesz być barmanem, czy wolisz to aktorskie gówno?”. „Aktorskie gówno” – odpowiedział bez wahania Paul. Na skutek decyzji o paraniu się aktorskim gównem, rodzinie Ronanów zaczęło się powodzić lepiej. Gdy Saoirse miała trzy lata, jej rodzice postanowili wrócić do Irlandii. Jednak tak naprawdę Ronanowie żyli na walizkach, jeżdżąc z planu na plan. Paul dostawał role w głośnych produkcjach m.in. w „Veronice Guerin”, gdzie partnerował Cate Blanchette i w „Zdradzie”. Podczas pracy nad tym drugim filmem małą Saoirse spotkał zaszczyt w postaci obcowania z samym Bradem Pittem. „Podniósł mnie i powiedział: nie podoba mi się ten dzieciak, oddam go rodzicom” – opowiadała potem prasie.
Córce aktora było łatwiej niż innym dzieciom wkręcić się do show-biznesu. W 2003 roku Saoirse wystąpiła w kilku odcinkach irlandzkiego serialu medycznego „The Clinic”. Wyjaśniała potem, że specjalnie czekała do ósmego roku życia z graniem. Bo kiedy osiąga się „nasz wiek”, tłumaczyła starszemu o jakieś dwadzieścia lat dziennikarzowi „The Guardian”, człowiek wie, co robi. A tak poza tym, Saoirse bardzo nie lubi określenia dziecięca aktorka i podkreśla: „Nie chcę, żeby ludzie chodzili wokół mnie na palcach. Nie chcę, żeby mnie trzymali pod kloszem. Chcę być traktowana jak aktorka, nie dziecięca aktorka”. Aktorstwa uczyła się podczas zabawy lalkami, które romansowały ze sobą i mówiły z różnymi akcentami.
Tekst: Elżbieta Witkowska
Pełna wersja tekstu w czerwcowym numerze Existence




