Maria Czubaszek
DZIECI NIE LUBIĘ OD DZIECKA
TEKST Hanna HALEK
W POPRZEDNIM NUMERZE „EXISTENCE” BYLIŚMY BARDZO PRORODZINNI I ZAKOCHANI W DZIECIACH. PORA NA ZMIANĘ KLIMATU. OTO KOBIETA, KTÓRA MACIERZYŃSTWU POWIEDZIAŁA „NIE”. I NIE TYLKO MACIERZYŃSTWU. MARIA CZUBASZEK, PISARKA, FELIETONISTKA I SATYRYK, DOŚĆ CZĘSTO MÓWI „NIE”. ZAKUPOM, SPACEROM, OBCHODZENIU ROCZNIC (CZEGOKOLWIEK). ZOBACZCIE, CZEMU JESZCZE. I WOBEC CZEGO (I KOGO) JEST NA „TAK”
Porozmawiamy o cudzie narodzin, dobrze? Skoro Pani nalega… Ale ja w cuda nie wierzę. To znaczy wiem, że nie przynoszą nas bociany, tylko się rodzimy. Ale nie jakimś cudem, tylko, jak pisał Antoni Słonimski, „z zapuszczonej ciąży”, podczas której zresztą (jak piszą z kolei kolorowe pisemka) „kobieta kwitnie i promienieje”. Osobiście mam nieco inne zdanie. Ale nie tylko dlatego nigdy nie ciągnęło mnie do macierzyństwa. Po prostu nie chciałam mieć dzieci. Wiem, że dla większości to brzmi niewiarygodnie, ale taka jest prawda. Niepopularna, ale prawda. Podobno już jako mała dziewczynka, kiedy zobaczyłam bociana (a wtedy jeszcze wierzyłam, że przynoszą dzieci), uciekałam, gdzie pieprz rośnie. Ze strachu, żeby mi jakiegoś maleństwa nie przyniósł. A wracając do tzw. cudu narodzin… Jedna z moich babć była położną, a nawet szefową izby porodowej w małej miejscowości Szczecinek. Gdy któregoś roku rodzicom nie udało się załatwić dla mnie wakacji nad morzem, podejrzewam, że miało to związek z finansami, bo wtedy nie było lekko (mimo, że nie było to za rządów premiera Tuska), wysłali mnie właśnie do Szczecinka. Jako dziewczynka, pewnie ośmioletnia, wpadłam kiedyś do babci do pracy, czyli na porodówkę. Wtedy już nie wierzyłam w bociany i wiedziałam, że rodzą się tam dzieci. Zajrzałam „w trakcie” i to było straszne. Cud, że nie zemdlałam.




