Leszek Możdżer

foto © P. Krzakiewicz / Materiały prasowe

Dlaczego właściwie jest Pan taki szczęśliwy?

Odbieram życie jako żywioł duchowy i to pozwala mi odkrywać jakieś prawdy. Świat jest przede wszystkim praktyką duchową i mam tego niezbite dowody. Wielokrotnie zwracałem się do swoich przyjaciół w snach i otrzymywałem od nich pomoc w realnym świecie. Dlaczego? Bo pojawiałem się w ich snach, relacjonując dokładnie to, czego potrzebuję. To są dowody na to, że duchowość istnieje.

Jak można ją rozwijać?

Samoobserwacja umysłu czyli poszerzanie świadomości to podstawa. Jeśli chciałaby mnie pani zapytać jakiego jestem wyznania to jestem świadomistą. Motto "Nie musisz od razu wierzyć w to, co myślisz" to jedna z podstawowych praktyk duchowych, która uprawiam. Uważam, że naturalną funkcją umysłu jest produkowanie myśli. Tak samo jak serce pompuje krew, a płuca nabierają powietrza, tak samo umysł produkuje myśli. Nawet nie zdaję sobie sprawy jak wiele rzeczy, które dzieją się w moim umyśle to tylko wynik zasłyszanych i niesprawdzonych prawd. Jestem programowany przez telewizję, prasę, babcię, dziadka, księdza, koleżankę, pana z warzywniaka. Zdaję sobie sprawę, że wszystko co słyszę i widzę wokół, nagrywa się w mojej głowie, a później odtwarza. To wszystko. Dlatego nie muszę od razu wierzyć w to, co myślę. Robię takie ćwiczenie, które polega na tym, że nie domyślam swoich myśli do końca. Myśl się pojawia, ale ja już jej nie rozwijam, tylko patrzę na to co się z nią stanie. Ta umiejętność bardzo mi pomaga, bo są przecież ludzie, którzy wpadają w obsesyjne stany i popełniają absurdalne czyny, właśnie dlatego, że tej umiejętności nie posiadają. W umyśle może się pojawić tylko jedna myśl naraz. Można się z nią rozstać bez problemu. Nawet jeżeli powróci setki, tysiące razy. I tak jest z każdą moją myślą, o śmierci, o kłopotach, o narzekaniach. A w momencie, gdy ta myśl już oderwie się od umysłu? Pozostaje czysta ekstaza, moment wolności, po którym rozpoznaje się, że życie jest czymś naprawdę wyjątkowym i niesamowitym.

Łatwiej głosić taką prawdę z pozycji zamożnego, chcianego przez wszystkich muzyka?

A jaką ja mam znowu pozycję?

Znajdujemy się w apartamencie prezydenckim, śpi Pan w łóżku, w którym niedawno chrapał Obama. Złocone poręcze, dwa piętra, fortepian, a z ogromnego okna widać nawet Sopot. Mało?

Przecież ja za 15 minut wezmę walizkę i stąd wyjdę. To, że mogę być w tym apartamencie przez te dwa dni, znaczy tyle samo, że mogę być przez kilkadziesiąt lat w tym organizmie, który tu teraz siedzi i rozmawia. To wszystko jest tylko na chwilę i wprawia mnie w dobry nastrój, ale nie gwarantuje szczęścia. W ogóle. Bywa, że śpię na jakimś materacu w poprzek albo przykrywam się na podłodze kocem, to nie ma dla mnie znaczenia. Nie uzależniam się od dostatku. I to jest właśnie to, co mówił Jezus, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa. Bo jeżeli ktoś uzależni się od luksusu, to nigdy nie dostanie się do tego nieba, które jest tu na ziemi, a ono wcale nie wyraża się w rzeczach, prestiżu, dostatku, sukcesie. Szczęście wyraża się w zupełnie czymś innym.

Ach, tak?

Widzi Pani, taki jestem dziś mądry. Życie może być przyjemne w każdej chwili i w każdym miejscu. Nawet własna depresja jest zabawna, jeżeli się na nią spojrzy z dystansu. Słuchanie muzyki, rozmowa z fascynującym człowiekiem, chwila ciszy w towarzystwie kobiety, która mi się podoba, przytulenie się do przyjaciela, ukłon po dobrze zagranym koncercie, nagranie muzyki z przyjaciółmi i wpadanie w entuzjazm, ładny widok z okna, zapach skoszonej trawy, sprzątanie swojego mieszkania, iskra, kiedy odkrywam, że właśnie wpadłem na fajny pomysł, telefon od osoby, która deklaruje chęć pomocy, sprawianie komuś przyjemności.

(…)

Czy wszystko u Pana naprawdę w porządku? Nic nie boli?

Nie, pani doktor, jest jeszcze troszkę bałaganu. Mała arytmia, dysfunkcje związane z brakiem znalezienia całkowitej równowagi pomiędzy emocją a logiką, ale... pomału przepracuję i te problemy. Koło osiemdziesiątki powinienem być już w miarę dojrzały.

 

 

Rozmawiała Hanna Halek

Pełna wersja wywiadu w wakacyjnym numerze Existence