Kazimiera Szczuka

Co nas oburza? Lars von trier, który mówi, że współczuje Hitlerowi, seksafery, Angela Merkel pokazująca dekolt? O naturze współczesnego skandalu rozmawiamy z Kazimierą Szczuką, krytykiem literackim, feministką i – według wielu osób – skandalistką.

 

 

Kaziu, Ty skandalistko! Poczuwasz się do tego epitetu? 

Wiesz jak to jest, na bezrybiu i rak ryba.  Raz jakiś żart, raz coś na temat rodziny, raz oblałam piwem Mellera. I robię za skandalistkę. Magdalena Środa twierdzi, że radykalnego feminizmu w Polsce nie ma i dlatego ja, ucieleśnienie łagodności, odgrywać muszę rolę monstrum. 

Pamiętam, że przed laty Twój głośny wywiad o ojcu okrzyknięto skandalem; przypomniano go niedawno, gdy zmarł Twój tata.

Tak, jakoś chyba dziesięć lat temu ukazał się wywiad Kasi Bielas w „Wysokich Obcasach”. Była to epoka przedpudelkowa, nawet gazety plotkarskie były dużo spokojniejsze. Powiedziałam na przykład, że mój ojciec pił. Dziś przeszłoby to kompletnie bez echa. Druga sprawa, że z piciem szły u niego w parze antysemickie dowcipy. Tu następuje konsternacja. Nikt nie wie, jak zareagować. Powiedziałam też, że pijący ojciec jest z punktu widzenia dzieci koszmarem bez względu na to, czy ma sygnet z herbem na palcu i mówi o nim radio Wolna Europa, bo jest obrońcą w procesach politycznych, czy też jest zwykłym Wieśkiem z Wołomina.  

Był też drugi skandal z Twoim udziałem i Madzią Buczek. 

Za obrazę Madzi Buczek – założycielki Dziecięcych Podwórkowych Kółek Różańcowych, której nie widziałam na własne oczy, znałam tylko z Radia Maryja – telewizja Polsat zapłaciła wysoką karę. Za „szydzenie z niepełnosprawnych oraz ich modlitw”, tak głosiło uzasadnienie wyroku. Było tam też coś o tym, że prowadzący, czyli Kuba Wojewódzki, dolewał oliwy do ognia. Oczywiście, przeprosiłam nieznaną mi Madzię Buczek publicznie i prywatnie. Po prostu do niej zadzwoniłam. Niektórzy mieli mi za złe, że okazałam się w ten sposób cieniarą. Ale cała ta historia nie miała być konfrontacją z radiomaryjcami, opowiadałam po prostu przygodę wakacyjną. W każdym razie zadzwoniłam do Madzi Buczek i jej mamy. A tam bieda, choroba, dyskryminacja w centrach handlowych i brak dostępu do edukacji. Jak to w niezamożnej polskiej rodzinie z osobą niepełnosprawną. Żaden to był przeciwnik polityczny. 

Postąpiłaś po ludzku, a Polsat zapłacil 500 tys. zł kary.

To było kuriozalne z punktu widzenia prawa, ale w końcu rzeczywiście zapłacili, zamiast się odwoływać. Dlaczego – nie wiem. Po tej aferze nabrałam urazu na punkcie paragrafu „obraza uczuć religijnych”. Dostawałam góry anonimów od prawdziwych Polaków, również anonimów antysemickich. Poszły do śmieci.

Ależ błąd, tyle prawdy o rodakach wyrzuciłaś.

To było dla mnie tak okropne, jakbym gówno w słoiku miała trzymać w domu. Czasami żałuję, że nie zdeponowałam tego gdzieś w piwnicy na przykład. Trudno. W każdym razie uraz pozostał. Z okazji beatyfikacji papieża zostałam zaproszona do „Ósmego dnia tygodnia” Moniki Olejnik, gdzie mniej więcej normalnie rozmawialiśmy z paroma jeszcze osobami. Tymczasem w dniu beatyfikacji leciało na pasku w kanale informacyjnym: „Szczuka powiedziała, że papież jest zdziecinniałym staruszkiem”. Moje słowa trochę przekręcono, ale to nieistotne. Media musiały coś prostego cytować i podgrzewać, bo brakowało jakiegokolwiek zróżnicowania w jednolitej  chwalbie. Granice między informacją a deklaracją wiary stały się niewidoczne, również w TVN24. Przyznaję, że przestraszyłam się. Pomyślałam „znowu się  zacznie, znów dostanę stos anonimów „ty Żydówo, czerwona szmato”. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło.  

 

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska

Pełen wywiad dostępny jest w czerwcowym numerze Existence