I nie wódź nas na podobieństwo

TEKST Anna  WITKOWSKA

MOŻE BYĆ EKS-PIERWSZĄ DAMĄ. DOBRZE, JEŚLI JEST ŁADNĄ EKS-MODELKĄ. MOŻE TEŻ BYĆ PYSKATYM EKSCENTRYKIEM, KTÓREGO SPOSOBU UBIERANIA NIKT NIE CHCE NAŚLADOWAĆ. ALBO CÓRKĄ PREMIERA. JEDNO JEST PEWNE: ZNAJOMOŚĆ ZAWODOWEGO RZEMIOSŁA NIE JEST KONIECZNA, ABY ZOSTAĆ W POLSCE UZNANYM STYLISTĄ

Wszyscy pamiętają Jolancie Kwaśniewskiej naukę konsumowania „ptyśka” oraz inne niezręczności, szczególnie językowe. Jednak mało kto pamięta, że prowadząc liczne sezony telewizyjnej „Lekcji stylu”, pani prezydentowa zrobiła dla estetycznej edukacji rodaków wiele dobrego. A że w nieco napuszono-pseudoluzackim klimacie, to już inna sprawa. W tym wypadku lepiej wybaczyć niedostatki formy i cieszyć się treścią. Początki nie były łatwe, bo Kwaśniewska dzieliła się z widzami, interesującymi skądinąd, doświadczeniami i anegdotkami, za to w kwestii dobrego stylu niewiele miała do powiedzenia. Ale uczyła się szybko, zaczęła lepiej dobierać gości i współpracowników, co sprawiło, że program stawał się coraz bardziej wartościowym poradnikiem. Zwłaszcza od kiedy prowadząca zajęła się stylową „pracą u podstaw”, którą kontynuowała w książkowych „Lekcjach stylu”. Napisane są one bardzo prosto, wręcz łopatologicznie, bo mają trafić „pod strzechy”. I znając takie założenie, można sobie spokojnie odpuścić marudzenie, że złote myśli autorki to truizmy. Bo jeśli przykład pani prezydentowej sprawi, że Polacy zaczną czyścić buty, a Polki przestaną kupować za małe staniki, to chwała jej za to.