Cały pakiet gwiazdy

Kiedy skończyła czytać scenariusz, wiedziała, że chce to zagrać. Marilyn kojarzyła taką, jaką zapamiętała ze zdjęcia, które wisiało nad jej łóżkiem, gdy była nastolatką – roześmianą, bosą, w białej sukience, na polanie. „Zawsze myślałam o niej jako o kobiecie-dziecku, nie jak o ikonie, pewnie dlatego pozwoliłam sobie przyjąć tę rolę” – mówi. Reżyser Simon Curtis chciał tylko jej, bo uważa, że Michelle ma cały pakiet gwiazdy: „Nie tylko jest piękna i olśniewająca, ale także wnosi intelekt do swojej pracy poprzez intuicyjne uchwycenie roli, z niezwykłą głębokością wyczucia i rodzajem wrodzonego czaru”.

Komu pomoże ten film?

Scenariusz „Mojego tygodnia z Marilyn” jest oparty na wspomnieniach pisarza Colina Clarka, który w wieku 23 lat asystował przy powstawaniu komedii „Książę i aktoreczka”. Jesteśmy zatem w Wielkiej Brytanii w roku 1956, kiedy na planie spotkali się wybitny brytyjski aktor i równocześnie reżyser tego filmu, sir Lawrence Olivier, z hollywoodzką supergwiazdą Marilyn Monroe. On chciał zrobić karierę za Oceanem, ona potrzebowała ucieczki z filmowej kolebki. Współpraca nie układała się pomyślnie. Clark, którego zadaniem było opiekowanie się wrażliwą aktorką, stał się jej powiernikiem i obrońcą. Widząc, co dzieje się z aktorami na planie, powiedział:

MM: „Ten film nie pomoże żadnemu z was”.