Bruce Lee

ZAGADKA NIEŚMIERTELNOŚCI

Jego znakiem firmowym był „one inch punch”, potrafił odrzucić o kilka metrów dalej osoby przewyższające go masą nawet o 50 kg. Umiał też robić pompki na dwóch palcach. Nigdy nie przegrał żadnej walki. Raz na zawsze zniszczył kolonialny stereotyp „żółtka”. 27 listopada bruce lee obchodziłby 71 urodziny.

TEKST Ewa MARGOL

Każda sekunda była ćwiczeniem. Ciało Bruce’a stało się laboratorium. „To nie było dziwne widzieć go oglądającego mecz w tv, wykonującego poprzeczny szpagat, trzymającego w jednej ręce książkę, a w drugiej hantel” – wspomina żona Bruce’a, Linda.

„Jeżeli Ci mówię, że jestem najlepszy, myślisz, że się przechwalam. Jeśli twierdzę, że nie jestem, wiesz że kłamię” – nigdy nie było wiadomo, kiedy Lee żartował. Miał kochającą żonę, córkę, syna, przyjaciół. Był bogaty i sławny. Czy szczęśliwy? „Próba zdefiniowania szczęścia jest jak wyłączenie światła, po to, by przyjrzeć się ciemności” – mawiał przewrotnie twórca Jeet Kune Do, filozof, mistrz sztuk walki.

POROZUMIENIE PONAD PODZIAŁAMI

Filozofia Bruce’a Lee wywodziła się z nauk Konfucjusza, który uważał, że w nauczaniu nie powinno być podziałów klasowych, wyznaniowych, rasowych. „Mistrzowie kung-fu, trenujący w tradycyjnym stylu nie patrzyli przychylnie na fakt, że Bruce uczył sztuki walki ludzi Zachodu – wspomina żona Bruce’a Lee, Linda, w książce autorstwa męża >Sztuka kształtowania ciała<. – Swojej sprawie byli oddani tak fanatycznie, że >Bruce – heretyk< został wyzwany na pojedynek, którego wynik miał zadecydować, czy będzie mógł kontynuować nauczanie >białych diabłów<”. Był przełom 1964-65 roku, a walka odbyła się w Instytucie Jun Fan Kung Fu, w Oakland, w którym Lee prowadził zajęcia.