38 kilo do sławy
38 kilogramów temu Anna Kalata była powszechnie krytykowaną minister pracy w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Potem się odchudziła, ufarbowała włosy i zagrała w bollywoodzkim filmie. Zatańczyła z gwiazdami w TVN i została celebrytką uwielbianą przez plotkarskie i poradnikowe serwisy. Została babcią i wzorem dla zaniedbanych, zahukanych Polek z prowincji, które patrząc na nią, wierzą, że na przemianę z brzydkiego kaczątka w łabędzia nigdy nie jest za późno. „Niesie mnie wiatr zmian” – głosi Kalata wszem i wobec, grając z entuzjazmem rolę kobiety, która dobiega pięćdziesiątki i ciągle może wszystko. Pod koniec lipca urządziła bankiet w hotelu o wiele mówiącej nazwie Dom Chłopa, ogłaszając, że chce być senatorem. Na sali nie brakowało bonzów z PSL, którzy uznali, że hołubiona przez media kandydatka poprawi notowania ich partii. Podobnie jak obecność na bankiecie fotomodelki Pauli Marciniak, do której imponującego biustu wzdychają czytelnicy magazynu „CKM”. W Domu Chłopa Paula była akurat ubrana i to przyzwoicie, bo śpiewała wokalny duet z byłą minister i aktualną kandydatką do senatu. Z Kalatą witał się także inny nowy nabytek ludowców, mistrz olimpijski Władysław Kozakiewicz. Bawił się chyba nieźle, bo słynnego wała, dzięki któremu zyskał wiekopomną sławę na igrzyskach w Moskwie, nikomu nie pokazał. O polityce w Domu Chłopa było niewiele. Może i dobrze, bo w tej akurat dziedzinie Kalata nie bardzo ma się czym chwalić.
Pełna wersja tekstu we wrześniowym numerze Existence




